czwartek, 5 listopada 2009

się kruszę

Byłam u lekarza, zapisała mi jakieś tabletki ( miałam po nich myśli samobójcze, bezsenne noce, zawroty głowy i mdłości- a miały katar mój wyeliminować. Dzięki!) Moje pierwsze zwolnienie el4, łał. Musiałam je pocztą wysłać, bo jakże inaczej.
Na poczcie Waldek podaje mi długopis, poprawia pasek od torebki. Przy okazji pokazuje cztery sygnety na prawej ręce i klepie po ramieniu. Nic mnie nie wzrusza. Waldka by kto nie znał.Hmmm, wszedł mój kolega z podstawówki, żołnierz teraz. Się pozmieniał, mały niepozorny a teraz chłopisko takie, kark rzec by można. Też zwolnienie miał, tyle że faksem chciał je potraktować. Swoją drogą nie zdawałam sobie sprawy, że nasza pani Krysia ma na poczcie faks.
Posłałam list, priorytet polecony. Opuszczam pocztę, Waldka i panią Krysię. Przed drzwiami do banku (Banku Spółdzielczego!) kolejka, ludzie się dobijają bo się drzwi zacięły a pani z banku- niezmiennie od x lat ta sama, z tym samym uśmiechem, z tą samą fryzurą, pani Zosia chyba,została uwięziona w środku. Masz ci los.

środa, 14 października 2009

kożuszysko- wyjście z mroku

kot mnie tu gdzieś piszczy za drzwiami, ktoś odkurza, śnieg sypie, jajko żem zjadła. za dużo jajek i majonezu w tym tygodniu, zdecydowanie za dużo.

śniegu, że hoho. poślizg miałam już na schodach- na szczęście wyszłam cało z opresji. Ogólnie to na lodzie mam blokadę kolan, sztywność taką.

goździka mam, w butelce po soku malinowym.

zakupiłam wczoraj salamandrę, plamista chyba.

piątek, 2 października 2009

mandżur spakowany





nie wiedzieć czemu zaczęłam zastanawiać się nad starością, przemijaniem, pomarszczoną skórą na rękach i tym dlaczego inni mają a ja nie.
doszłam do nijakiego wniosku.
wczorajsze, nocne frytki dalej siedzą mi na żołądku..może stąd moje przemyślunki.









czwartek, 3 września 2009

3/4 etatu.
pustka we głowie, pobudki przed świtem.
znowu ten BOREK!
'Lipali' ratuje mi życie od 3 dni.
w pokoju Sodoma i Gomora.
jakoś nie ogarniam,
czasu ponoć cza,
ile się pytam?

Dżizajsie, nie odebrałam już kolejnego telefonu.

wyrzuciłam jabłka od wujka Mariana. nie nadawały się już do spożycia.


ratujmy co się da.

dwa tygodnie 'wakacji' zleciało jak w mordę strzelił.
wypełniłam je czym tylko się dało, zaliczyłam wesele (basz udane), gdzie mnie Świtezianką straszono, połaziłam z Efą po Izerach, piłam śmierdzącą wodę, ponoć zdrowotna, smrodem zabić może. Zachwycałam się murem pruskim i wspaniałymi poniemieckimi dachówkami. Jakoś mnie wzruszają (dachówki). Jak były wichury to zawsze z babcinej stodoły je zrywało i trzeba było łatać. Choć u Dziadków to nie były poniemieckie sztuki jak mniemam.
ano i jeszcze OFF, miło wspominam, bardzo. Obrażano mnie tam notorycznie, zostałam w twarz uderzona.
Towarzystwo powiedzmy nieprzypadkowe. Koc pod drzewem, 'studęcka', koncerty, wszyćko gitesowo.





wtorek, 21 lipca 2009

memory

zapominam.
Powtarzam ludziom te same historie (profilaktycznie przed opowieścią mówię: nie wiem czy ci mówiłam), nie pamiętam niektórych wydarzeń, czasem rano wchodzę do toalety 2 razy bo nie wiem czy już tam byłam.
nie pamiętam niektórych przeczytanych książek, oglądniętych filmów- wszystko zbija mi się w jedną kulę zdarzeń i bohaterów.

mam jednak pamięć do twarzy..kiedyś czekałam na tramwaj, przeszedł koło mnie chłopak..widziałam go jakieś pół roku wcześniej na Koszykarskiej jak czekałam z numerkiem po kolejny termin egzaminu na prawko.

ten blog ma pomóc mi pamiętać.

snów też z reguły nie zapamiętuję ale ten specjalnie przypominałam sobie przez kilka dni, żeby go opisać tutaj właśnie.

noooo, nie pamiętam szczegółów ale w kulminacyjnym momencie wykrzyczałam do mojej ciotki: ja, ja będę Winkelriedem rodziny!

pożyjemy zobaczymy.

niedziela, 19 lipca 2009

taaaa...

Wróciłam z Kościoła. Mszę prowadził ksiądz misjonarz- Kombonianin. Włoch, po polsku mówił dobrze. Modliliśmy się o 'owocowy' tydzień. Większość obecnych w kościele nie załapała, podejrzewam, że byli myślami daleko.


ludzie, to nieeeee wiedzą

Jak przystało na magistra- pracuję!
najgorsze wstawanie,
6.15,
śniadanie- tylko mleko, nie przełknę niczego innego o tak wczesnej porze, musli bądź mlekołakowe gwiazdki cynamonowe,
w autobusie znajome twarze,
baba z wielką teką nie wiadomo czego,
koleś w garniaku z aktówką,
niewiasta z torebką z 'Twojego Stylu'
Codziennie autobus spóźnia się 10 min.
Jadę, modlę się, żeby zdążyć przesiąść się do kolejnego.
Ratuje mnie empetrója.
8 godzin
wracam
padam na twarz.
amen.

człowiek niestety do wszystkiego może się przyzwyczaić.


piątek, 3 lipca 2009

plevkove sajonara

niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie
dobre momenty jak fotografie zbieram w swej głowie jak w starej szafie

w sumie nie lubię jak się coś kończy.


niedziela, 28 czerwca 2009

łoj diridiridi






Rychu to jest.
Właśnie biega mi po klawiaturze.
Byłam w domu i bańki na powietrzu puszczałam, był wiatr i słońce, wszystko było git.
W PKSie nachodziły mnie różne myśli..podejrzewam, że z gorąca, było tam gorzej niż w saunie, parówa istna. I stój człowiecze przez 3 godziny w takim autobusie- ratowałam się mp3ką i książką.
Zwolniło się miejsce, usiadłam. Obok siedziała kobieta, po sześćdziesiątce jak myślę. Hmmm... sandały miała na wysokiej koturnie, z muszelkami i koralikami różnokolorowymi. Mieniło mi się to to, gdy kobieta energicznie machała nogą w rytm mu
zyki wydobywającej się z autobusowych głośników. Ale...włosy blond, spięte w dwa dziewczęce warkoczyki (nie wiem czy kobiety po sześćdziesiątce mogą mieć dziewczęce warkoczyki), okulary na zielonym takim sznureczku jakimś, pstrokata apaszka, sudoku w ręce. Śmieszne mi się wtedy wydały moje na czerwono pomalowane paznokcie, mp3ka z autografem Euzebiusza Smolarka ( w wersji limitowanej!), różowa gumka z hello kitty we włosach i moje małe, różowiutkie lustereczko z mini grzebyczkiem. I zaczęłam zastanawiać się jak będę wyglądać za 20-30 lat. Jedno wiem- nie będę mieć blond włosów, ani warkoczyków.










bez warkoczyków, bez muszelek.
lubię takie kobity w strojach regionalnych, tkające, wyszywające, dziergające.. mam do nich ogromny sentyment, w poprzednim życiu musiałam być jedną z nich, na 100%. Ostatnio nawet zrobiłam z pięć kwiatków z bibuły, w kierpcach chadzam. Ehe.

piątek, 26 czerwca 2009

'bitte Bonbon'

na Starowiślnej wisi gigantyczna klepsydra Michaela Jacksona.

dziewczę, które mieszka w pokoju obok o godz. 16.45 dopytywało się mnie: ej, kto umarł? taaaaa, nie mogę mieć do Niej żalu, pomogła mi dzisiaj, siedziała 1,5 h obok gabloty, takiej aptecznej, starej, oszklonej a w niej zamiast lekarstw były batony, soki, zeszyty,notesy, notesiki i Bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze...i wszystko na sprzedaż.
bo w akademiku CMUJ-u to było, mam piękną pracę, na satynowym papierze, w bordowej oprawie, ze złotymi literami.

a Majkela Dżeksona już nie ma, i Niemena też nie, i Grechuty i mojej Babci, która nie znosiła Niemena i Dżeksona też nie ma.

a Babcia Irena to miała operowy głos i zawsze chciała nauczyć się niemieckiego.

czwartek, 25 czerwca 2009

mniemam, że mam powody by drogi swej nie zmieniać





Ostatnimi czasy namiętnie puszczam bańki mydlane.
Jeden sprzęt do tego celu przeznaczony mam w domu, coby nie przewozić niepotrzebnie. Drugi na krakowskiej półce spoczywa. Noszę się z zamiarem kupna porządnej maszyny bańkorobnej, w Tesco taką widziałam. Jednym naciśnięciem spustu (chyba) wydobywa się z niej mnóstwo baniek, mogłabym zabańkować cały świat!
Za te same pieniądze mogę kupić kulę, w której chomik mój, Ryszard, mógłby śmigać do woli, więc dylemat mam. Nie zdecyduję się ani na jedno ani na drugie. Ot co.

nie ma żadnej przyjemności z puszczania baniek w pokoju. do tego trza przestrzeni, nieba błękitnego i delikatnego wiatru.
póki co bez szans.
bez sensu.







środa, 24 czerwca 2009

noc świętojańska'

...Bo jak mówią stare dzieje,
To obyczaj jest od lat;
W Kupalnockę ruszyć w knieje,
Znaleźć Perunowy Kwiat.

W Kupalnockę wolno wszystko,
Dziś się tańczy, śpiewa, pije,
Póki płonie w noc ognisko,
Dziś się kocha, dziś się żyje!

/
J. Gacparska/

a tak, co...rosołem ugoszczonam została, dobrym bo z okami jak pięści. Zaraz zamiast Perunowego Kwiatu będę mieć piorun i to kulisty w pokoju..ale okna nie zamknę!