niedziela, 28 czerwca 2009

łoj diridiridi






Rychu to jest.
Właśnie biega mi po klawiaturze.
Byłam w domu i bańki na powietrzu puszczałam, był wiatr i słońce, wszystko było git.
W PKSie nachodziły mnie różne myśli..podejrzewam, że z gorąca, było tam gorzej niż w saunie, parówa istna. I stój człowiecze przez 3 godziny w takim autobusie- ratowałam się mp3ką i książką.
Zwolniło się miejsce, usiadłam. Obok siedziała kobieta, po sześćdziesiątce jak myślę. Hmmm... sandały miała na wysokiej koturnie, z muszelkami i koralikami różnokolorowymi. Mieniło mi się to to, gdy kobieta energicznie machała nogą w rytm mu
zyki wydobywającej się z autobusowych głośników. Ale...włosy blond, spięte w dwa dziewczęce warkoczyki (nie wiem czy kobiety po sześćdziesiątce mogą mieć dziewczęce warkoczyki), okulary na zielonym takim sznureczku jakimś, pstrokata apaszka, sudoku w ręce. Śmieszne mi się wtedy wydały moje na czerwono pomalowane paznokcie, mp3ka z autografem Euzebiusza Smolarka ( w wersji limitowanej!), różowa gumka z hello kitty we włosach i moje małe, różowiutkie lustereczko z mini grzebyczkiem. I zaczęłam zastanawiać się jak będę wyglądać za 20-30 lat. Jedno wiem- nie będę mieć blond włosów, ani warkoczyków.










bez warkoczyków, bez muszelek.
lubię takie kobity w strojach regionalnych, tkające, wyszywające, dziergające.. mam do nich ogromny sentyment, w poprzednim życiu musiałam być jedną z nich, na 100%. Ostatnio nawet zrobiłam z pięć kwiatków z bibuły, w kierpcach chadzam. Ehe.

piątek, 26 czerwca 2009

'bitte Bonbon'

na Starowiślnej wisi gigantyczna klepsydra Michaela Jacksona.

dziewczę, które mieszka w pokoju obok o godz. 16.45 dopytywało się mnie: ej, kto umarł? taaaaa, nie mogę mieć do Niej żalu, pomogła mi dzisiaj, siedziała 1,5 h obok gabloty, takiej aptecznej, starej, oszklonej a w niej zamiast lekarstw były batony, soki, zeszyty,notesy, notesiki i Bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze...i wszystko na sprzedaż.
bo w akademiku CMUJ-u to było, mam piękną pracę, na satynowym papierze, w bordowej oprawie, ze złotymi literami.

a Majkela Dżeksona już nie ma, i Niemena też nie, i Grechuty i mojej Babci, która nie znosiła Niemena i Dżeksona też nie ma.

a Babcia Irena to miała operowy głos i zawsze chciała nauczyć się niemieckiego.

czwartek, 25 czerwca 2009

mniemam, że mam powody by drogi swej nie zmieniać





Ostatnimi czasy namiętnie puszczam bańki mydlane.
Jeden sprzęt do tego celu przeznaczony mam w domu, coby nie przewozić niepotrzebnie. Drugi na krakowskiej półce spoczywa. Noszę się z zamiarem kupna porządnej maszyny bańkorobnej, w Tesco taką widziałam. Jednym naciśnięciem spustu (chyba) wydobywa się z niej mnóstwo baniek, mogłabym zabańkować cały świat!
Za te same pieniądze mogę kupić kulę, w której chomik mój, Ryszard, mógłby śmigać do woli, więc dylemat mam. Nie zdecyduję się ani na jedno ani na drugie. Ot co.

nie ma żadnej przyjemności z puszczania baniek w pokoju. do tego trza przestrzeni, nieba błękitnego i delikatnego wiatru.
póki co bez szans.
bez sensu.







środa, 24 czerwca 2009

noc świętojańska'

...Bo jak mówią stare dzieje,
To obyczaj jest od lat;
W Kupalnockę ruszyć w knieje,
Znaleźć Perunowy Kwiat.

W Kupalnockę wolno wszystko,
Dziś się tańczy, śpiewa, pije,
Póki płonie w noc ognisko,
Dziś się kocha, dziś się żyje!

/
J. Gacparska/

a tak, co...rosołem ugoszczonam została, dobrym bo z okami jak pięści. Zaraz zamiast Perunowego Kwiatu będę mieć piorun i to kulisty w pokoju..ale okna nie zamknę!