Jak przystało na magistra- pracuję!
najgorsze wstawanie,
6.15,
śniadanie- tylko mleko, nie przełknę niczego innego o tak wczesnej porze, musli bądź mlekołakowe gwiazdki cynamonowe,
w autobusie znajome twarze,
baba z wielką teką nie wiadomo czego,
koleś w garniaku z aktówką,
niewiasta z torebką z 'Twojego Stylu'
Codziennie autobus spóźnia się 10 min.
Jadę, modlę się, żeby zdążyć przesiąść się do kolejnego.
Ratuje mnie empetrója.
8 godzin
wracam
padam na twarz.
amen.
człowiek niestety do wszystkiego może się przyzwyczaić.
Magister - karnister, o!
OdpowiedzUsuń