Niebezpiecznie sie znowu zastanawiam nad wieloma sprawami. Kuźwa, nic dobrego to nie wróży!
Wracałam z domu PKSem, ciasno, duszno i ciemno. Szyby zamarznięte, toć ok -15 na zewnątrz. Miałam bilet-wiec siedziałam, siedziałam i myślałam. O sobie, świętach, domu, którego nie mam albo mam dwa, no 1,5 raczej. O udzie chłopaka obok, co z moim sie stykało, o techno w słuchawkach kolesia nade mną, no i o udzie chłopaka obok, co z moim sie stykało.
Na szybach mrozowe kwiaty, yey tak pięknych nie widziałam dawno, ostatnio chyba na szybach w kurniku. I oto mój udowy towarzysz zaczął je drapać! Odwróciłam głowę, patrzeć nie mogłam.
Zresztą czułam sie w tym PKSie jak w lodzi podwodnej albo, no nie wiem w statku kosmicznym. Nie wiedziałam gdzie jadę, po co, co za ludzie kichają, kaszla, plują dookoła mnie. Bezsensowna podróż , bezcelowa. Siedziałam bez duszy, ona była gdzie indziej. Sensu szukała, celu wypatrywała już nie podróży a życia, tak ogólnie.
"Wieczne odpoczywanie racz mi dać Panie"- co?
Dusza z ekskursji powróciła, ot kichnął ktoś na mnie, wiec jesteśmy razem. Ja i dusza i cały PKS.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz